in Moje życie

GORZKI SMAK

at
gorzki-smak

Nie potrafiłam się przyznać.
Sama przed sobą, gapiąc się w lustro, nie zdołałam powiedzieć na głos, że mnie boli.
Przygryzłam wargę, pragnęłam czuć jedynie fizyczny ból, wydawał mi się tak nieznaczący.
To był taki wieczór… z tych trudniejszych.

Uczucie bezsilności ogarnęło każdy skrawek mojego ciała.
Poddałam się.
I tym razem byłam dumna z tego, że pozwoliłam sobie upaść.
Dałam sobie tę przestrzeń, aby zatrzymać się w jednym miejscu, rzucić broń i upaść na kolana.
Przestać walczyć, przestać biec, przestać próbować.

Pewne zdarzenia są w stanie nas przerosnąć. Wierzę w możliwości człowieka, w jego psychiczną i fizyczną siłę, wierzę w moc źródeł, skąd można ją czerpać, ale wierzę też w naszą niedoskonałość, w jej piękno.

I to właśnie ona sprawiła, że nie wytrzymałam.

Słabość?

Tak bardzo bałam się prawdy, nie potrafiłam jej przyjąć, chciałam za wszelką cenę pozostać niewzruszona.
Kiedy serce łamało mi się na kawałki, broniłam się tarczą obojętności.
Przyszła chwila, kiedy nienawidziłam swojej wrażliwości, przyszedł moment, kiedy zwątpiłam w jej siłę, skoro czułam się tak słaba i krucha.

Odpuściłam…
Sobie.
Zrzuciłam ciężar z duszy i położyłam go obok.
Patrzyłam na niego, a łzy nagle próbowały przedrzeć się przez całą masę blokad, które zdążyłam stworzyć i przez długi czas podtrzymywać. Czując, że nadchodzą, powoli przestałam się wzbraniać, pozwoliłam im swobodnie płynąć, najpierw delikatnie, potem dając im całkowity upust.
Zerknęłam na księżyc, on zawsze nosi w sobie spokój, w towarzystwie gwiazd tworzy w moim sercu harmonie. Kocham noc, kiedy utula mnie swoją tajemnicą, z niepojętą swobodą otwiera moje serce.
Dźwięki płynące ze słuchawek kołysały moimi emocjami.
Czując wszystko, jednocześnie nie czułam nic.
Ciało, które nieustannie rwało się chęcią ucieczki, tym razem leżało spokojnie. Każdy kolejny oddech opanowywał sztorm na ocenie łez.
Pustka, smutek, gorzki smak.

Przegrałam?

Tęskno mi

Dziękuję Muzyce za to, że jest.

Dziękuję za obudzenie we mnie tej prawdy.
Dziękuję za nazwanie jej po imieniu.

Słuchając piosenki Sarsy coś we mnie drgnęło.
„Tęsknię dziś” te słowa… tak proste, tak prawdziwe, tak trafnie uderzające w sam środek rozpaczy.

Porwało mnie do Tańca.
Od zawsze jest On dla mnie wyrazem wolności.
Pofrunęłam duszą, unosiłam się na melodii, słowa kierowały moim ciałem.
Mój świat, moje demony i lęki, słabości i smutki, zderzyły się z walecznym sercem, wiarą i cieniem nadziei.
Zamknięte oczy, ciepło ciała i przyspieszony oddech.
Oddanie się mojej miłości od dziecka, przywołało obraz małej dziewczynki z grzywką, tej, która wewnątrz mnie wciąż trwa.
Huragan emocji.
Zmęczenie, ulga, błogostan.
Poczucie uwolnienia z ciasnych ram trudnych przeżyć.
Jak bardzo było mi to potrzebne…

Po wszystkim, leżąc na podłodze, wsłuchując się w cisze, pozwoliłam ciału ostygnąć, uspokoić oddech i uporządkować chaos dziejący się w głowie.
Było mi tak dobrze, że czas mógłby zatrzymać się właśnie w tym miejscu.

Tęsknię.
Zrozumiałam jak bardzo, jak silne jest to uczucie we mnie, jak trudne.
Świadomość tego, jak wiele ważnych ludzi i pięknych wspomnień pozostanie już na zawsze zamknięte w przeszłości, przyprawia o dreszcze.
Czasem moje serce chce się zbuntować, wewnętrzne dziecko tupie nogą i nie zgadza się z tym, jak skonstruowany jest ten świat, ludzkie życie.
W kulminacji niełatwych doświadczeń, przeżyć, zdarzeń bardzo trudno zostawić przeszłość na swoim miejscu i iść dalej.
Tłumiąc w sobie tak wiele, można w prosty sposób zagrodzić sobie drogę do uwolnienia, zabrać szansę teraźniejszości i przyszłości na wciąż piękne życie.
Wiem, że ono będzie już inne. Straty czegoś bądź kogoś ważnego dla nas, odznaczają się na naszym tu i teraz.
Trzeba nam jednak pozostać silnym, dla siebie i dla tego, co już nie towarzyszy nam w ziemskiej wędrówce, ale co na stałe zostawiło ślad w sercu.

Smutek jest dobry i potrzebny. Warto dać sobie czas na płacz wtedy, kiedy jest nam źle, to również uzdrawia. Ważne, tylko aby nie zamknąć się w tym stanie, zbyt mocno i na zbyt długo. Nie ma jednej skutecznej metody, ram czasowych, kiedy należy siedzieć w kącie, a kiedy ruszyć dalej.
Jesteśmy różni, trzeba wsłuchać się w siebie, a także otworzyć się na innych ludzi: terapeutów, psychologów, na bliskich, którzy potrafią odegrać w takich momentach bardzo ważną rolę.
Kiedy ma się dla kogo żyć i to żyć pełnią siebie zyskujemy motywacje, aby spróbować się podnieść, swoim tempem oraz w zgodzie ze sobą.
Pomocne dłonie, słowa i wsparcie, jakie można dostać w trudnych życiowych okresach, to prawdziwe błogosławieństwo, które warto dostrzec i docenić.

Nadzieja

Nie wiem, w którym miejscu teraz jesteś.
Jeśli czujesz ból, nawet jeśli zadany był już dawno temu – wyrzuć go z siebie.
Zatańcz i tańcz tak do utraty tchu. Biegnij przed siebie, dając z siebie jak najwięcej. Rozmawiaj ze sobą, z drugim człowiekiem, z Bogiem.
Być może nie wierzysz, albo przeżywasz kryzys wiary, dlatego módl się jeszcze więcej, możesz odczuwać opory, ale pozostań wojownikiem, bo ta walka ma sens.

Jeśli ktoś dla Ciebie ważny upadł, podnosi się, proszę, trwaj przy nim.
Taka obecność to nieopisany skarb. Obudź swoją empatię, serce… czasem potrzebne są słowa, innym razem wspólna cisza, modlitwa czy płacz – poczuj to.

Wrażliwość to odwaga, potężna siła.
Kiedy zdarza mi się w to zwątpić, patrzę w niebo, myślę o Bogu i o wszystkich dobrych ludziach, których mam wokół. Myślę o ich sercach, o tym, jak wiele miłości mi dają, jak bardzo są prawdziwe.
Nabieram sensu, jestem wdzięczna.

Razem, wspólnymi siłami można więcej.
Miłość to skrzydła – unoszą.
Bycie ziemskim Aniołem to dar, korzystajmy z niego, jak najczęściej.

Weź głęboki oddech, upadnij, poleż i wstań.
Wstań silniejszy, jeszcze będzie lepiej, ja w to wierzę, a Ty?
Dasz sobie szansę?
Powalczysz?


Uda nam się.

Marcelina Grysztar