in Ludzie

CICHE ANIOŁY. KIM SIĘ OTACZASZ?

at
ciche-anioly-kim-sie-otaczasz

Fałsz. 
Tak głośno teraz o nim, o dwulicowości, o maskach, o zakłamaniu, o rozpadających się relacjach, o toksycznych znajomościach, o złych intencjach.
To wszystko niczym jedna, wielka, przebrzydła choroba XXI wieku.
Ten tekst pierwotnie miał właśnie o tym być, serio.
Chyba planowałam zgnoić połowę naszego społeczeństwa, miałam potrzebę wyrzucenia z siebie tych złych emocji zalegających na serduchu, zrzucenia tego ciężaru, obmycia tych piekących jeszcze ran, po niektórych zostały już tylko blizny, na innych jeszcze świeżo zasycha krew.

Po co? 
Dlaczego tak nieznaczącym ludziom dawać od siebie tyle uwagi, energii, nerwów, czasu, miejsca na ukochanym Blogu?

Anioły. 
To o nich ten tekst. Zasługują na to, by o nich pisać, mówić, myśleć, zachować w sercu, doceniać… na to i na wiele więcej. 
Tak jak w kreskówkach zawsze wygrywa dobro, tak ja wierzę w moc ich skrzydeł, wiem, że potrafią zakryć nimi całe to zło, nawet takie z przewagą liczebną. *Bo na jednego anioła przypada setka małych ludzi, którzy boleśnie ranią, którzy przesiąknięci są fałszem, którzy zostawiają za sobą jedynie zgliszcza.


PO COŚ

Wierzę w Boga, wierzę w Jego plan, nie uznaję przypadku.
Każdy człowiek postawiony na naszej drodze życia ma swoją rolę do odegrania, zadanie do wykonania, swoją mniejszą bądź większą misję, na pewno jest po coś.
Każda rozmowa, uścisk dłoni, wymiana spojrzeń, wspólna podróż autobusem, skinięcie głową na ulicy, wspólna modlitwa, wspólne przekleństwa…
Wszystko to tworzy nasze życie, ubogaca je w doświadczenia, czegoś uczy, coś uświadamia, zmienia nasze myślenie, daje poznać inne perspektywy, pozwala zasmakować innych środowisk, przyzwyczajeń, tradycji, światów, rzeczywistości.
Czasami uśmiech kierowcy w komunikacji miejskiej ma jedynie poprawić nam humor, pozwolić dobrze, pozytywnie zacząć dzień, innym razem ma być początkiem znajomości, wspaniałej przyjaźni, może nawet pięknej miłości?
W każdym razie nawet pozornie niewiele znaczące gesty, mogą rozpocząć coś wielkiego.
Takie jest życie, zawsze musi się od czegoś zacząć. Niekoniecznie od fajerwerków, wielkiego bum i znaku z nieba, że to będzie COŚ.

Oczywiście bywa różnie, zdarzają się zarówno gorzkie lekcje, jak i błogosławieństwa. 
Człowiek musi czasem się na drugim człowieku skaleczyć, sparzyć, pomylić, żeby móc w pełni docenić dobro, potrafić odróżnić smak prawdy od kłamstwa, rozpoznać czym są ważne wartości, a czym puste szczęście.
To bolesna, ale zazwyczaj skuteczna nauczka. Boli, ale otwiera oczy.

Ja teraz chcę tak szczególnie o tych błogosławieństwach, o ludziach, w których ukryły się prawdziwe anioły, o tym, że Pan Bóg nieustannie działa, nawet jeśli w to nie wierzysz.


PRZYFRUNĄŁ

Czasami nie zdążymy zauważyć, kiedy i skąd, ale pojawią się u naszego boku. Ludzie o szlachetnych intencjach, które przejawiają się w krótkiej rozmowie na poczcie, albo przez większość naszego życia w przeróżnych sytuacjach.
Bo taki Anioł czasami robi sobie u nas krótki przystanek, innym razem puka do drzwi i zostaje na dłużej, czasem na zawsze.
Myślę, że wielu z nas spotkała taka sytuacja, kiedy to właściwie obca osoba nagle nam się zdarzyła i jakimś dziwnym trafem poukładała nam życie 🙂 
Rozmowa, jakiś nietypowy gest, pomocna dłoń, wyjątkowy uśmiech, poświęcona uwaga… takie niespodziewane wejście w kadr danego epizodu w naszym życiu, które nami pokieruje, da wskazówkę, zatrzyma na chwilę.
Bardzo często szczególną rolę takich ludzi rozumie się czy uświadamia o znaczeniu, dopiero po jakimś czasie.
Jednak zawsze długo się o nich pamięta, czuje się wdzięczność, ciepło na sercu.
Warto czekać na takie spotkania, nawet nieświadomie, wierzyć w nie.
Będąc otwartym na ludzi, na kontakt z nimi, na złamanie czasem zasad, żeby zagadać, żeby spróbować, żeby się odważyć, wtedy może nam się wiele przydarzyć, wtedy gdzieś po cichu taki anioł lubi przyfrunąć, dajemy mu tę przestrzeń i możliwość, a ten zawsze zostawia coś po sobie coś, jakiś ślad, który (bardziej lub mniej znacząco) wpłynie na nasze życie.


BLISCY SERCU 

W swoim życiu warto mieć orszak najbliższych aniołów, takich, które przylatując, zostają na dobre, takich, którzy są już z nami nawet od pierwszych oddechów.

Rodzina, przyjaciele… po prostu ludzie ważni, bliscy sercu, którzy tak dużo dali z siebie dla nas, którym tak wiele zawdzięczamy, którzy nieustannie trwają u naszego boku.

Dobrze jest też mieć swojego Anioła Stróża.
Takiego o wyjątkowych skrzydłach.
Nasza druga połówka, nasz partner, życiowy towarzysz, który w sercu zajmuje bardzo ważne miejsce.
To piękne, widzieć w oczach drugiego człowieka, swojego Anioła – Tego Jedynego, Tą Jedyną.

Wierzę w miłość, nawet w świecie roztrzaskanych serc, rozwodów, poligamii, handlu uczuciami, złamanych przysiąg, niedotrzymanych obietnic, kryzysu wierności, jako coraz rzadszej cnoty, wierzę w nią, w jej nieskończoną siłę.
Może naiwnie, może trochę jeszcze na swój dziecinny sposób – mam prawo, chcę, będę, tak czuję. 

Wiem, że życie pisze przeróżne scenariusze.
Jak mówić o rodzinnych aniołach w domu dziecka? Czy tym jednym, wyjątkowym Aniele, czując powołanie inne niż małżeńskie np. zakonne, misyjne itd. ?

Rodzina zastępcza, opiekunowie w placówce, zakon, który pomógł rozwinąć i dojrzeć naszej wierze oraz przekonaniu o autentyczności powołania, a w każdym innym przypadku, bliskim sercu aniołem może zostać zupełnie inna, niespodziewana, niebanalna osoba.
To nie jest ważne.
Musimy tylko wiedzieć, że bez względu na sytuację życiową, zasługujemy na kogoś takiego, że mamy prawo do bezwarunkowej miłości, wsparcia, zrozumienia, bliskości, ochronnych skrzydeł.
Bóg pamięta o każdym, każdego równie mocno kocha.
Naszym zadaniem jest te wyjątkowe jednostki zauważać, doceniać, kochać, odwzajemniać dobro, a oprócz brania dawać coś od siebie.

Wszechmogący nie potrzebuje się wspomagać, myślę, że ON po prostu wie, jak jest.
Ile razy jest tak, że On swoje a my swoje?
Wie, że często to jednak drugi człowiek, chodząca, ziemska istota bardziej niż On sam jest nam bliższy.
Dlatego stał się człowiekiem, a teraz wysyła swoich aniołów, przez których objawia się w ludziach, Chrystus jest w każdym z nas.
Muszę przyznać, że szczegółów Jego działań nie znam 😛 Wierzę za to w ich wyjątkowe dopracowanie, idealną efektywność… Boską wręcz! 😀

*DRUGA SZANSA

Czy mały człowiek może dostąpić skrzydeł?
Skrzydła tak naprawdę ma każdy, tylko niektórzy ludzie nie zostali o nich uświadomieni, nie wiedzą o nich, nie wierzą w nie, przez co ich nie pielęgnują, nie wykorzystują ich potencjału.
Mają skrzydła, ale nie potrafią latać, przez co często ranią, zakażeni są fałszem, popełniają liczne błędy, nie potrafią poruszać się w kwestii relacji między ludzkich.
Może nie zostali tego w dzieciństwie nauczeni, może nie mieli odpowiedniego wzorca, albo noszą w sobie jakiś szczególny ból, ciężkie doświadczenia, mroczną przeszłość, złe nastawienie, niepoukładanie myśli…

Bywa, że tacy ludzie wyrządzają naprawdę wiele niedobrego, są toksyczni, działają jak pasożyty, niszcząc wiele owoców przyjaźni i miłości.

Jako że w każdym mieszka Bóg, każdy ma w sobie zakorzenione dobro, tak myślę, że każdy zasługuje na drugą szansę. Nawet jeśli my sami, skrzywdzeni, nie potrafimy takiemu mocno pogubionemu człowiekowi, pomóc, kiedy nie mamy na to odwagi, siły, czy czujemy blokadę zranionych uczuć, może zrobić to ktoś inny.
Inny anioł może podjąć się trudnych lekcji nauki latania takiego człowieka. 
Dlatego, kiedy tylko dojdziemy do momentu, gdzie uda nam się wybaczyć, pomimo ogromnego smutku i bolesnych ran, zawsze możemy modlić się o anioła dla tego człowieka.
To prawdziwa sztuka, jednak po fazie gniewu, nienawiści, żalu przychodzi taki spokój, taki stan, kiedy już jesteśmy na to gotowi, kiedy już jesteśmy w stanie…
Myślę, że warto.
Przyczynić się do ratunku czyjejś duszy, czyjegoś życia. To jak umocnienie naszych własnych skrzydeł, czy też forma naprawy swoich błędów, bo jak wiemy, nikt nie jest nieskazitelny i to my możemy kiedyś potrzebować takiej pomocy, stanąć po tej drugiej stronie, coś zepsuć, zdradzić, skłamać, zranić, założyć maskę, posłużyć się fałszem…

Zbyt często skreśla się ludzi, przylepia im się etykietki, wyrzuca do jednego wora, nie dając żadnej szansy na rozwój tych skrzydeł, które każdy z nas w sobie skrywa.
Ludzie się zmieniają, pokonać można nawet najgorsze przyzwyczajenia i skłonności, można zerwać najbardziej przyssane maski, można zacząć od nowa.
Tu nigdy nie chodzi o przymykanie oczu na problem, czy zamiatanie go pod dywan, nie chodzi o bezskuteczne próby ponownego zaufania, gdy ktoś raz je mocno uszkodził, złamał, zaprzepaścił.
Chodzi o wypuszczenie takiego człowieka ze smyczy, jaką jest nas żal, by ten mógł narodzić się na nowo gdzie indziej i wyfrunąć raz jeszcze, jako ktoś już bogatszy o pewną lekcję z właściwie wyciągniętymi wnioskami.
Życzę tego tym wszystkim, którzy zranili mnie.
Wybaczam, daje wolność, życzę powodzenia i wierzę, że w innym miejscu, o innym czasie i z innymi ludźmi odpokutujecie za swoje błędy, ja czuję wewnętrzny spokój, bo chociaż nie zapominam, to idę dalej, otwieram się na przyszłość, na to, co może mi zaoferować.

DZIĘKUJĘ

Za każdego mojego Anioła!
Dziękuję za Ich wiarę, za miłość, za przyjaźń, za serce, za nadzieję, za mądrość, za obecność, za… wszystko, co dobrego dostałam, za nieustające uskrzydlanie mojego życia.
Za to, że mnie podnoszą, że utrzymują, że trwają.
Za tych, co przelotem i za tych, co na stałe.
Kocham!

Proszę Was, kochajcie swoich aniołów, dostrzegajcie ich w tej całej szarej masie.
Troszczcie się też o swoje skrzydła i prowadźcie swoje życie tak, aby ktoś mógł się w nich pewnie skryć. 

Marcelina.

 

Marcelina Grysztar