in Motywacja&Inspiracja

BYLE DO PIĄTKU

at
byle-do-piatku

Jak wielu z nas żyje takim życiem?
Poniedziałkowym rankiem włączamy tryb przetrwanie” i tak aż do piątku, byle jak, byle odwalić, byle odhaczyć, byle przeżyć, byle przemęczyć…

W końcu nadchodzi weekend, ten upragniony, który jakoś tak dziwnie zawsze szybciutko ucieka, jest i zaraz go nie ma.

Przyznaję, że większość z nas nieźle się wkopała.
Otóż wpadliśmy w jedno z najbardziej beznadziejnych błędnych kół, które prowadzi donikąd, a już na pewno nie do szczęśliwego życia, takiego, w którym czerpiemy radość z pojedynczych chwil i korzystamy z szans, jakie daje nam każdy nowy dzień.

Czy można to jakoś zmienić?
Czy istnieje szansa, że szczerze się uśmiechniemy, nawet z wizją nadchodzącego ciężkiego i pracowitego tygodnia?  

Czy w ogóle można polubić robocze dni i żyć na serio 7, a nie 2 dni w tygodniu?



FAJNIEDZIAŁEK 

Ludzie czasem dziwnie reagują, kiedy mówię im, że uwielbiam poniedziałki. Dlatego teraz, zanim ktoś z Was ucieknie, myśląc, że przedawkowałam optymizm, albo zwyczajnie uderzył mi on niezdrowo do głowy 😛 Proszę dać mi szansę!
Zaczęło się od tego, że zaczął męczyć mnie ten wszechobecny wstręt do poniedziałków, unosząca się wokół
„żałoba poweekendowa” i wręcz depresyjny stan powietrza, przesiąkniętego na wskroś kofeinowym zapachem, który dochodził, z co drugiego budynku.
To nie jest tak, że uwielbiam wstawać o świcie i zawsze z przylepionym na twarzy uśmiechem w podskokach udaję się do szkoły, ku wypełnianiu obowiązków, wypełniona samą dobrą energią i chęcią do życia.
Jeśli ludzi dzieli się na pesymistów, realistów i optymistów, ja jestem jakąś mieszanką wybuchową tego wszystkiego.
Potrafię zrzędzić, jak starsza pani na współczesną młodzież, czasem patrzę na świat, twardym, realnym spojrzeniem, nie popadając w żadną skrajność, momentami zaś zdarza mi się zakładać różowe okulary i wbrew wszystkiemu szukać pozytywów we wszystkim.
W sumie to normalnie, ludzkie, taka zmienność.
Jednak koniec końców zawsze usilnie dążę do wypełniania swojej głowy i duszy pozytywnymi falami, dbam o takie nastawienie, bo w życiu zdążyłam się już przekonać, że tak jest zwyczajnie lepiej i lżej.

O tym, czym jest prawdziwe i skuteczne pozytywne myślenie, jak je w sobie obudzić i pielęgnować na dłużej, już niebawem na blogu. Moim zadaniem będzie zburzyć w ludziach nieprawdziwe wyobrażenie, że człowiek pozytywny to taki z wiecznym bananem na twarzy i dziecinnym, beztroskim wręcz podejściem do życia. O tym wkrótce.

Wracając.
Postanowiłam, że będę inna. Na początku być może tylko wmawiałam sobie, że poniedziałki są OK, wciąż dusząc w sobie wewnętrzną tęsknotę za leniwą niedzielą, za weekendowym luzem, ale z czasem przerodziło się to w prawdziwą radość na samą myśl o rozpoczęciu nowego tygodnia.
Po prostu stwierdziłam: Hej! Spójrzmy na to inaczej!
Fakt urwanie błogiej sielanki po sobocie i niedzieli bywa ciężkie, czasem to nawet, jakby dostać w twarz od szarej, smętnej rzeczywistości, jednak schemat: weekend ⇒ robocze dni ⇒ weekend ⇒ robocze dni, to nieodłączny element naszego życia, z którym trzeba nam się pogodzić, ale zaraz po akceptacji stanu rzeczy – warto postawić na zmianę nastawienia.

START

Poniedziałek to taka nowa, czysta karta, trochę jak Nowy Rok czy nadejście wiosny.
Ile razy mówimy sobie: „Od poniedziałku zaczynam” np. dietę, wdrożenie planu treningowego, wyzwanie codziennego zjadania 5 porcji warzyw czy podjęcie odważnej decyzji, jak odejście z niewygodnej pracy, adopcja kota ze schroniska albo zwyczajne, bardzo ogólne: lepsze życie. 
Taką właśnie motywacje niesie ze sobą nowy tydzień ⇒ Chęć do zmian, energia do działania i naładowane baterie po weekendzie.
Myślę, że to jest właśnie wyśmienity punkt zaczepienia!
To jest coś, za co możemy śmiało polubić stan rozpoczynającego się tygodnia: Pełna gotowość do wyzwań, odwaga do korzystania z nowych szans, jakie kolejno przynosi każdy dzień, zachęta do spełniania swoich drobnych celów, które doprowadzają nas przecież do prawdziwych szczytów i spełnionych marzeń ♥

Czyż nie jest tak, że słodki smak sukcesu to tylko wierzchołek góry lodowej?
Oczywiście trzymam się tego zdania, że oprócz samego celu, to droga do niego ma być, czymś fascynującym.
Samo dążenie do niego ma dawać nam satysfakcję, wywoływać różne emocje, być serią wygranych i porażek, ubogacać nas w doświadczenia, być przygodą, wyzwaniami, prawdziwym życiem.

Tylko właśnie ta droga to nasza codzienność. Tak, ta zwykła i banalna, nieraz nudna, ubrana w rutynę.
To właśnie ten pracowity tydzień, to ten okres od poniedziałku do piątku, ten czas, który momentami mamy ochotę przespać, schować się pod łóżkiem i przeczekać.
Powiedzcie mi, jak być tutaj człowiekiem szczęśliwym, kiedy dostając pole do popisu, gdzie to szczęście możemy budować, tworzyć, pielęgnować, my przeżywamy ten moment tak byle jak?
Często bez wyrazu, skreślając kolejne dni w kalendarzu, potem wyrywając kartki mijających miesięcy, aż budzimy się końcem grudnia ze świadomością przebrnięcia przez kolejny rok swojego życia, patrząc z zazdrością na tych, którym udało się coś osiągnąć.
Zaczynają w głowie rodzić się pytania, co zrobiło się nie tak, gdzie popełniło się błąd, dlaczego znowu nie wyszło?
A no dlatego, że znowu się tylko przebrnęło, tak nijak.

Ależ oczywiście było się wiele razy zapracowanym, zmęczonym, przybitym obowiązkami, zniechęconym rutyną, nie śmiem nazwać nikogo, tak sumiennie żyjącego, leniem!

Tylko trzeba sobie zadać pytania, czy w tym wszystkim dbało się o swoje wcześniej ustalone postanowienia?
Czy rozwijało się swoje pasje, zainteresowania?
Czy dostrzegało się barwy w szarości zwykłych dni?
Czy korzystało się z dawanych przez życie szans?

Bo tu chodzi o odpowiednie wykorzystanie danego nam czasu. Życie od weekendu do weekendu, od wolnego do wolnego, od świąt do świąt, niestety, ale nie jest przepisem na sukces. Nieważne jak ciężką mamy pracę, jak bardzo męczą w szkole, jak mocno studia dają w kość, jak duży bagaż obowiązków codziennie ze sobą niesiemy, nie możemy stać się robotami, które mechanicznie wykonują to, co zostało im zadanie, brnąć tak tydzień w tydzień. Bez sensu.

INNY TRYB, INNE ŻYCIA

Domyślam się, że teraz trochę denerwują się osoby, u których praca to 7 na 7 dni, ludzie zajmujący się domem, dziećmi, ogółem osoby, u których funkcjonuje nieco inny tryb niż: weekend ⇒ dni robocze.
Wiem, że mogliście czuć się teraz trochę poirytowani i że w waszych głowach kotłowały się myśli: taki to sobie pożyje, a co kiedy na ten odpoczynek, zluzowanie szelek nie ma czasu?
Jak ma się lubić poniedziałki, jeśli zazwyczaj oznaczają one kolejną serię dni tyrania i ogromu zajęć do wykonania, z cichą nadzieją, że uda się znaleźć w końcu chwilę na wytchnienie, odpoczynek…

Myślę, że opcja zamiany poniedziałku w fajniedziałek, jest planem idealnym, bez wyjątku dla wszystkich!
Osoby, których życie naprawdę mocno przytłoczone jest pracą i ciągłym działaniem, tym bardziej powinni początki tygodnia oswoić, dać im szansę i chociaż spróbować znaleźć jego pozytywne strony.

Po co dobijać samych siebie negatywnym nastawieniem, narzekaniem, wmawianiem sobie już na początku, że nie da się rady, że jeszcze się nie zaczęło, a już ma się dość?

Sama tak robiłam i zdarza mi się nadal. Jak zgubne jest takie działanie, jak bardzo potrafi to zepsuć jakość naszego życia.

PISZĘ, WAM TO JA…

Typowy nocny marek, człowiek nienawidzący rano wstawać, przez co często zasypiający na pierwsze lekcje, osoba na maxa odporna na budziki i dziewczyna od zawsze zakochana w piątku, w weekendzie, do którego po cichu także zawsze odliczam.
Bo każdy z nas odlicza 😀
Przecież doskonale wiemy, że nie ma nic lepszego niż leżing i nicnierobing w niedzielne popołudnie, czy spokojny piątkowy wieczór z myślą, że na następny dzień nie musimy się zrywać i zmuszać do życia, kiedy to marzy się tylko o jeszcze jednej godzince snu.
Uwielbiamy wakacje, ferie, urlopy, wolność… aj można się rozmarzyć!

Sęk w tym, że życie to głównie i przede wszystkim praca, czyli zdecydowana przewaga dni roboczych, ciężkich tygodni, harówek, działania mimo przeciwności. Uwierzcie, że ta prosta, życiowa prawda mocno uderzyła takiego lenia, jak ja 😛
Wstyd przyznać, ale nadal próbuje myśleć inaczej, nie poddawać się takiemu biegowi świata, buntować się, ale przecież #OdpoczniemyWNiebie, prawda? 😀

ZARAŻĘ WAS

Tą miłością do poniedziałku, tym obrzydliwe słodkim, pozytywnym nastawieniem i dam Wam tysiące powodów do tego, aby faktycznie częściej się uśmiechać.
To nie mają być maski! To ma być ta szczera radość.
Tu na blogu, we wpisach, w tekstach, gdzie uwielbiam się z Wami spotykać, a także na oficjalnej grupie bloga, do której Was serdecznie zapraszam ⇒ LINK GDZIE MOŻESZ DO NIEJ DOŁĄCZYĆ  – KLIK –
Tam, co poniedziałek znajdziecie ode mnie parę słów motywacji, otuchy, sposobów na znalezienie siły do tego wszystkiego… do tego całego życia, które chociaż piękne, bywa ciężkie, niezrozumiałe, trudne.
Jestem w stanie obiecać, że łącząc chęć każdego z Was z osobna, nutkę zaangażowania z moją szczerą motywacją i pragnieniem otwierania ludziom oczu na to, że życie jest super, jeśli chcemy je tak postrzegać, odmieni nas na lepszych ludzi.
Padają tutaj dość odważne słowa i obietnice, ale wiem o potencjale każdego z nas i sile, jaką nieść może blog i zbudowana społeczność wokół niego.
Wierzę w siebie i w Nas.

Kiedyś każdego niedzielnego wieczoru zaczęłam wpadać w panikę, mocno przeżywałam to, ze zaraz wszystko zacznie się od nowa, że znowu trzeba będzie iść do szkoły, że zaraz spadnie lawina zadań do wykonania. Zaczynałam się przejmować wszystkim tym, co przynieść może nowy tydzień, narzekałam, niepotrzebnie się nakręcałam, tworząc w głowie czarne scenariusze kolejnych dni… byłam kłębkiem nerwów, poirytowana życiem i powracaniem do stałego rytmu nużącego tygodnia.
W końcu wzięłam sobie do serca radę taty: Co ty się tak przejmujesz? Jutro będzie jutro, skup się na tym, co teraz.
Kiedy to do mnie dotarło, kiedy zrozumiałam sens tych słów, jest znacznie lżej. Panuję u mnie teraz zakaz mówienia o poniedziałku, kiedy trwa niedziela i kiedy to nią chcę się cieszyć.

Oddzielajmy od siebie czas odpoczynku od czasu pracy, nie żyjmy w niedzielę poniedziałkiem 🙂

Spróbujcie tych słów w swoim życiu, mi pomaga. Jak zawsze powtarzam ⇒ więcej luzu, to zawsze dobre wyjście 😀

To jak?
Pora na znalezienie przyjaciela w poniedziałku? Polubicie się? 

Marcelina.

Marcelina Grysztar