in Motywacja&Inspiracja

PRZEBUDZENIE

at
przebudzenie

Wielkanoc, pierwsze powiewy wiosny, dotyk gorących promieni słonecznych i jeszcze ten zapach… zupełnie inny, wyjątkowy, rześki, chyba wyczekiwany, wlewający nadzieję do objętych jeszcze zimową pluchą serc.

… ogrom inspiracji.

A gdzie Cyśka?

SIEĆ, ARACHNOFOBIA, MĘTLIK

Ostatni list na blogu znacznie poruszył w statystykach.
(tutaj KLIK możesz zapoznać się z jego treścią, polecam dla zrozumienia dalszej treści tekstu).
Zadziałał niczym pierwsza wiosenna burza, budząca ludzi z zimowego snu, dająca znak, że nowa pora roku już przyszła, że zdążyła zdjąć już płaszcz, a nawet zaparzyć sobie herbaty, dziwne… nawet nie słyszałam pukania do drzwi.

Miło mi.
Zawsze jest miło, kiedy piszę i czuję właściwy odbiór, taki który daje satysfakcję, taki prawdziwie uskrzydlający twórcę. Wyjątkowo mocno cieszę się tak dobrym odbiorem ważnego dla mnie tekstu. Taki wzrost w statystykach to niczym znalezienie zapominanej czekolady w szufladzie w kryzysowej chandrze, serio 😀

Wirtualna rzeczywistość.
Poczułam, że muszę podjąć ten temat na blogu. W pewnym momencie zauważyłam, że coś się dzieje, że coś jest nie tak, z ludźmi wokół, ale zaraz, chwila… ze mną także.

Widzimy problem, jest nas więcej…  nas odczuwających presje Internetu, ciężar wpływu social mediów na nasze życie i konsekwencje wejścia w internetowy świat.
To boli.
Zaczynamy zauważać, że chcąc się wyróżnić, tak naprawdę wpadamy w dziki tłum i kroczymy z nim, jak musztra jednakowym krokiem, czekając na cud, że celem tej wędrówki jest ta jedyna, tylko nasza droga.
Guzik prawda.
Ludzie krzyczą  „Bądź sobą!” jednocześnie będąc dokładnie takim samym jak reszta.
Patrzę na współczesnego człowieka, widzę, jak wpada w wirtualny świat, na tyle głęboko, że nim uświadomi sobie przekroczone przez siebie niebezpieczne granice, jest już cholernie ciężko się z tego wydostać .
Niektórych pochłania jak bagno, na szczęście gdzieś obok bardzo często jest jeszcze pomocna dłoń, jakaś solidna gałąź, kłoda, której można się złapać, żeby się uratować, tylko ważna rzecz ⇒ trzeba chcieć.
A niestety wielu z nas nie chce, bo to przecież komfortowe dopasować się, nie wychylać i bezpiecznie wejść do przytulnej klatki, gdzie można zapomnieć o dziwnych spojrzeniach, plotkach, wytykaniu palcami, śmiechach za plecami czy poczuciu samotności…

ZNUDZENIE

Fajnie jak ludzie w Internecie piszą, mówią o rzeczach miłych, przyjemnych i kolorowych.
Jednak nie ukrywam, że najbardziej cenię sobie prawdę, a ona, chociaż czasami bolesna, brudna, zimna i nieczuła, nie jest wyobrażaniem, fałszem i zakłamaniem, pokazuje, jakie jest życie na serio, z tekstami prawdziwymi można się utożsamiać, czuć je w pełni, a w trakcie czytania robić sobie przerwy na: „ej, znam to”, „też tak mam”, „normalnie jakbym czytał o sobie”.

Dlatego teraz jak na spowiedzi, z ręką na sercu piszę, jak jest i gdzie byłam, jak mnie nie było.

Znudziłam się. Normalnie w jakimś zupełnie normalnym dniu tygodnia, wstałam normalnie rano do szkoły i poczułam najnormalniejszą w świecie nudę, tym życiem pod ciągłą presją, z kroplówką, jaką jest ładowarka do telefonu, ze schizą ciągłego bycia gdzieś na rozdarciu dwóch światów realnego z wirtualnym, z myślami, że kochając oryginalność wśród ludzi, sama ją tracę, wpadając w sieć, w którą wpadło już przecież tak wielu.
Trochę jakby wlecieć w pajęczynę, coraz bardziej się w nią uwijając i bezwładnie czekając, aż coś pochłonie nas bez reszty.
Żyjemy w dobie Internetu, takie mamy czasy, chyba trzeba się zwyczajnie z tym pogodzić.
Tylko sorry, ale widząc narzekające starsze pokolenia na aktualną młodzież „siedzącą tylko w tych telefonach” obserwując, chwilę później, jak sami zaczynają wchodzić w ten technologiczny świat, coraz mocniej się w tym zatracając, wiem, że jesteśmy dokładnie tacy sami.
Tak samo podatni na wpływ otoczenia, tak samo ulegli, słabi i niestety często podążający bezmyślnie za tłumem.
Bez względu, na czasy w jakich żyjemy, co akurat jest pojmowanie jako „normalność” i jaki tryb życia obecnie jest pożądany.

TO PRZYSZŁO NAGLE

Pamiętam ten dzień dokładnie. Ranek, w którym zrobiło mi się niedobrze na samą myśl włączenia w telefonie transferu danych i sprawdzenia wszystkich wiadomości czy powiadomień.
Zwykła jazda autobusem do szkoły zmieniła się w minuty poważnych, nieco dziwnych porannych refleksji nad tym, co właściwie dzieje się ze mną, a kiedy obleciałam wzrokiem innych ludzi wlepionych w swoje ekrany zamiast w budzące się za oknami życie w promieniach słońca, co dzieje się również z nimi.
Moimi myślami kierowały pytania: Po co to? Czy ja tego chce? Czy to daje mi szczęście? Czy ja tego w ogóle do cholery potrzebuje?
Chwilę później zrzuciłam winę za ten totalny mętlik i chaos w głowie, na mój niewyspany, ledwo myślący mózg ze względu na niekorzystną dla mnie wczesną porę i zmianę pogody.
No przecież to przesilenie wiosenne dziwaczne rzeczy z ludźmi potrafi robić.
Przez następne dni pukałam sobie w czoło i usprawiedliwiałam właściwie samą siebie, że to normalne, że przecież działam w sieci, że ja muszę, że kontakt, że rozwój, że świetne możliwości, że perspektywy, że inni, że takie uroki XXI wieku, że…
halo teraz inaczej przecież się nie da!

Wtedy dotarło do mnie, jak bardzo się myliłam i w jakiej strasznej obłudzie tkwiłam.
Oszukiwałam tylko siebie, wpadając w typowe myślenie o współczesnych czasach, wtapiając się w tłum oderwanych od reala ludzi, z przekonaniem, że w tej klatce, chociaż nie do końca wygodnie, siedzieć muszę.

TY HIPOKRYTO!

To nie jest tekst mający doszczętne znieważyć Internet, przedstawiając go jako czyste zło, a ludzi (nas) w wirtualny świat wciągniętych wyszydzić, nazwać głupcami a korzystanie z możliwości teraźniejszego świata serdecznie odradzać, bo to żadnych korzyści ze sobą nie niesie.
Byłabym hipokrytą, kiedy to bardzo często w tekstach i rozmowach zaznaczam, jak bardzo ważną rolę w moim życiu odgrywa Internet, blog i ludzie tu poznani.
Na pewno pojawi się w przyszłości wpis, w który włożę spore pokłady emocje, pisząc jak wiele dobrego zyskałam, smakując internetowej rzeczywistości.

To tekst o SKRAJNOŚCI.

Moment w życiu, kiedy w jakąś taką skrajność popadamy, absolutnie pogubieni i zmieszani.
To zdania kierowane szczególnie do osób, które wpadły w ten paskudny stan zamknięcia w sieci, do tych, którzy jeszcze problemu nie czują, aby otworzyli oczy i do tych, którzy poczuli już jakiś niesmak w swoim życiu, jakiś zgrzyt związany ze swoim zbyt mocnym wejściem w wirtualny świat i chociaż pragną zmiany, nie bardzo wiedzą, co robić.
Ja chcę Wam i sobie pomóc.
Ja wiem, że można, ja wiem jak wielu, nawet nie zdając sobie z tego sprawy, bardzo tego potrzebuje.
Można patrzeć, ale być ślepym, można zagłuszać swoje sumienie głośną muzyką, można nie dopuszczać do siebie myśli, że jest z nami źle, że się gubimy, ale niestety prędzej czy później to nas dopadnie, konsekwencje dotkną boleśnie, a im później tym boli mocniej.

DLATEGO MNIE NIE BYŁO

Bo mi to zbrzydło.
Bo było tego za dużo.
Bo nie potrafiłam kontrolować trwania w jednym świecie, zamykając w tym danym momencie drzwi do drugiego, wciąż była to chwiejna krawędź, na której można było zapomnieć o jakimkolwiek spokoju, poczuciu stabilności i świadomym, prawdziwym życiu.

Powiedziałam sobie DOŚĆ.
Powiedziałam NIE dla tej ciągłej walki samej z sobą.
Wieczny wyścig szczurów, z jednej strony chęć „wybicia się” (tfu, gardzę tymi słowami), zareklamowania, poszerzenia horyzontów, zwiększenia liczby odbiorców, z drugiej mocny introwertyzm, przebijający się brak pewności siebie, strach, ciągłe ładowanie uczuć do wszystkiego i wstręt do bycia w centrum uwagi.
Tak jakby jedna część ciebie chciała w coś brnąć, druga zaś kurczowo trzymała się poręczy, za wszelką cenę nie dając wygrać tej pierwszej.

Nie wiedziałam co robić.
Odejść? Odpuścić? A może zmienić kurs? Strategię?
Pisanie weszło mi w krwiobieg na tyle, że za nic nie przestanę tego robić, ale zaczęłam zastanawiać się, czy konieczny jest mi do tego Internet?

Czułam w tamtym momencie, że spokojnie byłabym w stanie usunąć większość moich profili w sieci, gdybym tylko mogła.
Wiedząc jednak, że blog, kontakty i szkoła nie bardzo mi na to pozwalają.
A powoli zaczynałam czuć się jak na łańcuchu.
Zaczęłam odczuwać silny, negatywny wpływ Internetu, tego życia tu, gdzie niestety często pojawia się: sztuczność, fałsz, wzajemne lizanie tyłków, Instagram zatopiony w idealności, YouTube wypełniony patologią, 10-latki szukające internetowych przyjaciół i walka różnorodnych twórców o zaistnienie w tym oceanie wszystkiego.

Pod wpływem emocji napisałam dość długi, szczery post na moją grupę na Facebooku – (KLIK tu możesz do niej dołączyć.)
Niektóre z powyższych zdań są zaczerpnięte właśnie z niego, chciałam oddać tu uczucia, jakie mną targały w tamtej chwili.
Moi oddani czytelnicy bardzo mi pomogli, okazali wsparcie, szczególnie jedna osoba, która jeśli to czyta, doskonale wie, że mówię o niej.
Zrozumienie, jakie dostałam od tego człowieka, pomoc, słowa otuchy, bardzo cenne rady… to kolejny przykład, że Internet to także miejsce, gdzie poznać możesz wspaniałe dusze.
Dziękuję za to.
Koniec końców wiedziałam, że z okazaną mi pomocą, muszę konkretnie wziąć sprawy w swoje ręce i coś zmienić.
Stąd ta przerwa, której, chociaż chciałam uniknąć (źle to wpływa na życie bloga) to wiedziałam, że jest mi bardzo potrzebna.

Nie myliłam się.
Odetchnęłam.
Poczułam upragnioną ulgę.

Popatrzyłam na ten cały bałagan z innej perspektywy i pomimo tego, że sprzątać nie cierpię 😛 Zaczęłam wszystko po kolei układać.
Sprawa w toku 😀
Jeszcze sporo pracy przede mną, nad moimi złymi nawykami czy umiejętnością rozdzielenia dwóch światów.
Wierzę, że będzie dobrze.
Wiem, że pogubieni potrafią się odnaleźć, wiem, że nawet najcięższe kryzysy można pokonać, wiem, że można do wszystkiego podejść na nowo, na świeżo, ze zdrowym nastawieniem.
Ja mogę i każdy z Was także 😀

MISJA ZŁAP ODDECH

Śmiało mogę powiedzieć, że swoją przerwę wykorzystałam bardzo dobrze.
Oderwałam się.
Nie mówię, że drastycznie pochowałam wszystkie kable, usunęłam swoje miejsca w sieci i odcięłam się od wszelakiego przejawu cywilizacji, spokojnie 😀
Sęk w tym, że nie można w takich sytuacjach stosować metody drastycznych ruchów.
Tak samo, jak palącym nie zabiera się zaraz całego zapasu tytoniu, tak tutaj nie można działać tak uderzająco.
Postawiłam na oddech. Kiedy pewnego dnia po kilku godzinach spędzonych w czterech ścianach wyszłam na zewnątrz i poczułam zapach świeżego, już wiosennego powietrza pomyślałam – to mój punkt zaczepienia!

PRZEWIETRZ GŁOWĘ

Dla tych, którzy mają też trochę dość, dla tych, którzy mają w sobie palące pragnienie zmiany, odcięcia się, dla tych z chęcią poczucia życia na nowo mam ratunek.
Wyjdź z domu.
No to Marcela teraz pojechałaś czymś oszałamiającym i niebanalnym!
Zaraz, chwila to nie wszystko  😀

Nie bierzcie telefonu, nie zakładajcie nawet zegarka na rękę, weźcie wygodne buty i ruszajcie przed siebie.
Do tych z Was, którzy mieszkają z zatłoczonym mieście, proszę, znajdźcie, jak najbardziej ustronne, spokojne miejsce, zieleń (chociaż jej pierwiastek!) bardzo tutaj wskazana.
Nie obierajcie sobie nawet konkretnego celu.
Bez spiny, na pełnym luzie szelek, idźcie przed siebie.
Wyciszcie się, uspokójcie oddech, spróbujcie obudzić  zmysły i posłuchać świata, natury, życia wokół, poczujcie zapach, otwórzcie oczy i obserwujcie bacznie budynki, kratki pól, żyłki dróg, ludzi, przyrodę, zjawiska, które być może często pomijasz, nie zwracając na nie szczególnej uwagi.
Nie myśl wiele.
Daj głowie odpocząć, przewietrz ją.

I praktykuj to częściej.
Dla urozmaicenia zabierz ze sobą muzykę (tu przyzwolenie na mały udział Internetu), weź swojego przyjaciela, psa czy drugą połówkę.
Śmiało wskazany jest rower może rolki, zależnie jaka aktywność sprawia Ci radość i ponownie ciesz się chwilą, tym właśnie momentem.

Oddychaj nim.

Maile, wiadomości, powiadomienia, nowości na Instagramie, przychodzące snapy, niedokończony tekst… to może zaczekać.

Za to życie nie.
To prawdziwe przykryte wirtualnym potrafi przecieknąć nam przez palce, upływający czas jakoś umknąć naszej uwadze, radość z korzystania z chwili obecnej zaniknąć, a ludzie, Ci, których kochasz, których możesz przytulić, zobaczyć uśmiech czy zwyczajnie pogadać jak kumpel z kumplem odejść.
Bezpowrotnie.

Więc może warto przyjrzeć się sobie, swojemu życiu. Nawet jeśli uderzy nas nieciekawy stan, brud i zaniedbanie, zawsze jest jeszcze szansa, ta kłoda gdzieś na wyciągnięciu ręki.

Trzeba się jej łapać!
Teraz! Natychmiast!

Stawką jest życie, to spełnione i prawdziwe.

Ratuj to, co ważne, 
To, co naprawdę wartościowe.

Marcelina.

Marcelina Grysztar