in Moje życie

POUKŁADANY CHAOS. URODZINY!

at
poukladany-chaos-urodziny

Kiedy ktoś zadaje mi pytania, jak to się stało, że zaczęłam pisać lub co sprawiło, że postanowiłam założyć bloga, przyznaję, że nie bardzo wiem, co odpowiedzieć.
Czasem wydaje mi się, że ludzie chcą wtedy usłyszeć historię o wielkim bum!, o jakiejś tajemniczej fali natchnienia z nieba czy ogromnej, zapalonej żarówki nad głową.
Nie było tak 😉

CHYBA NIE OGARNIAM. 

Początki nigdy nie są łatwe.
Co ja gadam, stawianie pierwszych kroków w jakiejkolwiek dziedzinie może być okrutnie ciężkim wyzwaniem, przeplatanym w kółko myślami zwątpienia i chęcią poddania się. W każdym razie u mnie tak właśnie było.
Moja przygoda z blogosferą na samym początku miała charakter czystej zabawy. Chciałam przekonać się, jak to wygląda, z czym to się je i jak to jest tworzyć w internecie. Kiedy wracam myślami do pierwszych wpisów, jakie wysyłałam w świat, automatycznie chcę mi się śmiać z samej siebie 😛 Naprawdę ciężko ogarnąć, co wtedy siedziało w głowie Cyśki i co tamta dziewczyna chciała osiągnąć.
Przypominając sobie to wszystko, pojawia się też łza wzruszenia, gdyż ten chwiejny start miał miejsce w 2013 roku, czyli dobre 5 lat temu.
Kawał czasu.
Dla człowieka, w okresie dojrzewania, to strasznie dużo, trudno wyobrazić sobie jak wiele od tamtego okresu się zmieniło.

Kiedy zwykła zabawa zaczęła zamieniać się w faktyczne zaangażowanie w pisanie, pojawiły się pierwsze schody.
Byłam totalnie zielona w tych sprawach, a pojawiający się pierwsi poważni czytelnicy, zaczęli być odpowiedzialnością, która wtedy była dla mnie po prostu zbyt ciężka.

Nie czułam się pewna siebie, nie wierzyłam, że jestem w stanie to wszystko udźwignąć i zupełnie nie sądziłam, że nadaje się do prowadzenia bloga. Wtedy nie zastanawiałam się nawet czy potrafię to robić, ja zwyczajnie to polubiłam, a to wystarczyło mi, żeby ciągnąć przygodę z pisaniem dalej.

PIERWSZE POTKNIĘCIA.

Byłam naiwna. Nie znając jeszcze prawdziwej twarzy internetu i nie zdając sobie sprawy z przeróżnych intencji ludzi, żyłam w świecie wiecznej tęczy na niebie i skaczących jednorożców, serio.
Gdzieś to jeszcze dziecięce patrzenie na świat przysłoniło mi przykrą prawdę o życiu, o tym, że tu bywa nawet częściej szaro niż kolorowo.
Kiedy wszystko szło powoli do przodu, zaczęły się pierwsze kontakty z innymi twórcami, z czytelnikami i niestety z kimś pomiędzy. Co dokładnie mam na myśli?
Byłam okłamywana, zalewana obietnicami, otaczana sztucznym słodzeniem i pozornymi przyjaźniami, co skutkowało często złamanym serduchem i poczuciem beznadziei.
Teraz mówię o tym głośno i śmiało, wtedy jednak miałam ochotę schować głowę w piasek i nigdy więcej nie wychodzić z ciemnego kąta na światło dzienne.
Pseudo twórcy dawali mi do zrozumienia, że to, co robię to gówno i śmiech na sali, a osoby podające się za przyjaciół, za oddanych czytelników i stałe źródło wsparcia, okazywały się wrogami w maskach, które w końcu spadały z twarzy, a ja dostawałam za to w pysk, za tę naiwność i wiarę, że każdy człowiek jest ok.

Wiele razy zapoznałam się z ignorancją, fałszywością, wykorzystaniem i śmiechem prosto w twarz, bądź przez ekran komputera.
Nie piszę tego po to, aby się nad sobą użalać czy też wywołać u Was współczucie.
Jestem za prawdą, dlatego też chcę ukazać, jak to wszystko wygląda od drugiej strony, że robiąc, coś swojego 100 razy musisz upaść, a twoje uczucia są bardzo często ranione.

NAUKA POKORY I DYSTANSU.

Jak to się mówi – trzeba mieć miękkie serce i twardy tyłek.
Chociaż od lat pływam pośród życiowych mądrości i otaczam się cytatami, którymi kieruję się w swoim życiu, nie odnalazłam głębszej mądrości niż ta właśnie 😛
Wszystkie wcześniej wspomniane sytuacje, toksyczni ludzie, śmiechy i brak wiary, stały się dla mnie cennymi lekcjami, z których wyciągnęłam wnioski i zrozumiałam kilka bardzo ważnych rzeczy.

Blogowanie uczy mnie życia każdego dnia. Działanie w internecie (czy to własne, czy epizodycznie u kogoś), jest dla mnie niezwykle skutecznym nauczycielem.

Dzięki tym wszystkim upadkom i zawirowaniom znam swoje ograniczenia, wiem, że perfekcji nie da się osiągnąć, a błądzenie jest totalnie ludzkie.
Nauczyłam się pokory, wciąż z podziwem patrzę w stronę moich autorytetów i ludzi, którzy osiągają szczyty swoich marzeń.
Wiem jak dużo jeszcze przede mną. Zdaję sobie sprawę z mojej małości teraz i tego, jak wiele wyrzeczeń i ciężkiej pracy wymagać będzie ode mnie życie.

Chcę teraz podziękować wszystkim tym ludziom, ich złe zamiary tylko mnie umocniły.
Takie zdarzenia tylko budowały moją odporność psychiczną i niewidzialną tarczę, która chroni teraz moje serducho.
Wybaczam im, mam nadzieję, że ich samych nie spotkają takie przykrości, a jeśli jednak wierzę, że sobie dzielnie z nimi poradzą! 😀

Teraz wiem, że potrzeba nam dystansu. Czasami trzeba schować emocje i kierować się czysto rozumiem, piszę to nieogarniona dusza artystki, więc uwierz, że można się tego nauczyć! 😛

Nie roztrząsam niepotrzebnie gorszych chwil, nie przywiązuje do nich aż tak wielkiej uwagi, bo i po co?
Nadmierne skupianie się na porażkach, niewykorzystanych szansach czy popełnianych błędach tylko podcina skrzydła.
Nie wiem jak Wy, ale ja swoje skrzydła chcę tylko i wyłącznie rozwijać, nawet jeśli czasami zapominają one jak latać.

PISANIE MNIE W SOBIE ROZKOCHAŁO.

Przyszedł taki moment, kiedy zdałam sobie sprawę, że lubię to robić.
Podczas pisania kolejnego wpisu czy też posta na Facebooku, zrozumiałam, że halo! To daje mi szczęście! 😀
Wtedy poczułam, że naprawdę chcę to robić i rozwijać, już na poważnie.
Po dwóch przygodach z poprzednimi blogami powstało „Oczami Nastolatki” i to miejsce jest ze mną… z Nami do dziś ♥
A to dziś to nie byle jaki dzień, bo dokładnie 2 urodziny bloga Oczami Nastolatki, mojego dziecka, które sobie szczególnie ukochałam i stworzyłam od podstaw. Czuję wszechogarniającą radość i wdzięczność, że mam to miejsce, że wciąż piszę, że otaczają mnie niesamowici ludzie…

Dziękuję.

Te dwa lata, od kiedy Oczami Nastolatki jest ze mną, to czas wyjątkowy, bardzo owocny i niezwykle inspirujący.
Mogłabym długo wymieniać, ile dało mi blogowanie. Przede wszystkim ludzie, których poznałam dzięki pisaniu.
Każdy mój czytelnik jest dla mnie ważny, każdy z osobna. Kiedyś bliska osoba powiedziała mi, żebym nie przywiązywała aż tak dużej uwagi do ludzi, którzy mnie czytają, bo oni dzisiaj są, a jutro może ich nie być. Wiem to, pamiętam ludzi, którzy byli ze mną przy początkach, ale z czasem gdzieś się ulotnili. Nie mam im tego za złe, nie trzymam nikogo na siłę i pozwalam swobodnie kroczyć innym swoimi ścieżkami 😀
Mam jednak ludzi, którzy wiernie trwają przy mnie już lata.
Jestem pewna, że właśnie czytają ten tekst i dokładnie wiedzą, że o nich teraz wspominam, jesteście cudowni!
Śmiało nazywam Was współtwórcami tego miejsca, moją siłą i oparciem w każdych chwilach, zarówno tych cięższych i radosnych.
Pan Bóg mi Was dał i to w Jego stronę kieruję swoje najserdeczniejsze podziękowania, obiecuję, że w modlitwie szepnę mu słówko o Was, a On na bank wyślę ekipę swoich aniołów stróżów, aby nad Wami czuwali.
Jesteście skarbem i wysyłam w waszą stronę miłość!

Za mną czas budowania pewności siebie, wyższej samooceny, nauka wiary w siebie i swoje możliwości, a także masa doświadczeń, które ukształtowały taką, a nie inną Marcyśkę 😀
Z perspektywy czasu widzę progres w swoich tekstach, a także ogólną poprawę funkcjonowania w sieci.
Dużo roboty jeszcze przede mną, ale doceniam każdą małą poprawę i pewnie zrobiony krok do przodu.

Urodzinki to czas pewnych podsumować, analiz i wspomnień… Cieszę się, że tak długo już to wszystko trwa.
Nie poddałam się, chociaż wiele razy świat składał mi propozycje rezygnacji, ja odmawiałam.

CHCĘ IŚĆ DALEJ.

Mam swoje marzenia, swoje plany i cele, chcę je wciąż realizować.
Nie boję się próbować!
Zdążyłam bawić się już w poezję, w funkcje redaktora na innym blogu, czy też w pisanie na portalu, który tworzą różne fandomy (np. seriali, youtuberów, artystów).
Nie chcę się ograniczać tylko do bloga, w życiu trzeba poszerzać horyzonty. Metodą prób i błędów, szukam nowych miejsc, gdzie mogę postukać w klawiaturę, żeby móc jak najczęściej słyszeć ten jej szczególny (mój ulubiony!) rytm.
Jest wciąż ten strach, że nie wyjdzie, ale to taki chochlik w życiu, który lubi szeptać, że nie damy rady.
Trzeba walczyć, zawsze!

Dziękuję za te dwa lata możliwości wyrzucania z siebie przeróżnych przemyśleń, za dzielenie się swoją perspektywą, za Wasz poświęcony dla mnie czas, za zaangażowanie w tworzenie tego miejsca.
Blog pozwolił ogarnąć chaos myśli panujący w mojej głowie.

Głęboko wierzę, że będzie tylko lepiej, że będziemy rośli w siłę!
Pora oficjalnie tutaj powiedzieć o grupie na Facebooku, o nazwie „Żyjemy z pasją”, jest to miejsce, w którym zbierają się wszyscy czytelnicy tego bloga, tam się poznajemy, integrujemy i to tam, jest się ze wszystkim, co na blogu na bieżąco.

Zapraszam serdecznie!
Nie ma tu specjalnych wymagań, jeśli czujesz, że chcesz tam z nami przebywać, śmiało 😀
Stawiamy na JAKOŚĆ nie ILOŚĆ, gwarantuję przyjazną atmosferę i super ludzi ♥

LINK DO GRUPY ⇒ KLIK

Za nami dwa latka życia tego bloga. Czasami ludzie pytają mnie, co zrobię, kiedy przestanę być nastolatką?
Zapewne nazwa bloga się zmieni 😛
A tak serio, w daleką przyszłość nie wybiegam, ale wiem jedno – nie przestanę pisać.

Wszystkiego najlepszego Nam wszystkim!

Marcelina.

Marcelina Grysztar