in Moje życie

WSZYSTKO SIĘ ZMIENIA

at
wszystko-sie-zmienia

Zazwyczaj staram się, aby moje treści publikowane tutaj, były mocno przemyślane. Każdy wpis staram się dopracować, zrodzoną chaotyczną myśl czy pomysł najpierw porządkuję w głowie, zanim opiszę je i podzielę się nimi z Wami. Wpływa to trochę na kiepską regularność wrzucania tekstów i moje znikanie na dłuższy okres. Zdaję sobie sprawę, że chcąc rozwinąć to miejsce, muszę nad tym popracować, ale nie o tym dziś.

Teraz piszę zupełnie spontanicznie i trochę pod wpływem impulsu, ale czuję, że ten tekst powinien zagościć na moim blogu.

Przed chwilą zupełnie przypadkowo natknęłam się na swój dość długi i szczery komentarz pod wpisem, na jednym z blogów, który czytam.
Kiedy przy moim nicku zobaczyłam dopisek „2 lata temu” coś we mnie drgnęło.
Przyznaję się bez bicia, że trzy razy sprawdzałam, czy to na pewno ja jestem autorką tych słów.
Dlaczego?
Czy był tak głupi, wstydliwy czy bezsensowny?
Nie, zwyczajnie nie mogłam uwierzyć… uwierzyć w to, jak wiele się zmieniło.

A zmieniło się wszystko.

Od mojego podejścia do życia, przez stan zdrowia psychicznego i fizycznego, poczucie własnej wartości, sposób i styl wypowiedzi, umiejętność budowania zdań czy nawet poziom wiedzy na temat stawiania przecinków 😛
To tylko garstka zmian, jaka we mnie zaszła.

Dość mocno się wtedy otworzyłam, jak na zwyczajny komentarz w internecie, ale mocno życiowy temat tekstu, jak i sama autorka, która jest moim przykładem prawdziwej blogerki, a także człowieka żyjącego z pasją, przyczyniło się do tego, że pozwoliłam sobie na moment szczerości. Gdzieś tam w środku czułam, że mogę to zrobić, że mogę zaufać.
Pod samym komentarzem znajdują się dwie, też długie odpowiedzi, jedna innej czytelniczki, druga samej autorki wpisu.
Bardzo pomocne słowa, wsparcie i słowa motywacji, wtedy bardzo mi potrzebne.
Nie ukrywam, że coś się we mnie teraz poruszyło, widząc, że rady, które wtedy od nich dostałam, wzięłam sobie naprawdę do serca i wcieliłam w życie. Słowa ludzi, których kompletnie nie znałam, przyczyniły się do ogromnej zmiany jak we mnie zaszła w późniejszym okresie.

Domyślam się, że niektórzy z Was chcieliby poznać treść tamtego komentarza, pozwólcie, że zostawię ją dla siebie 😉
Wbrew pozorom nie to jest tutaj najważniejsze. Piszę to, bo chcę Wam coś przekazać.

Być może będzie to przekaz nieco oklepany i banalny, ale w pewnym sensie zawsze potrzebny.
Wiem, że nie odkryję teraz Ameryki, pisząc, że czas mija, że w tym wszystkim zmieniamy się my, że nasze życie pędzi do przodu, że nic nie stoi w miejscu.
Doskonale o tym wiemy, mimo to widzę, jak bardzo takie sytuacje, jak moja sprzed chwili wciąż potrafią nami wstrząsnąć.
To jak taki pstryczek w nos, głos w głowie mówiący: „zatrzymaj się na moment”, krótka przerwa na skok w przeszłość, na pewną analizę.

Ile razy tkwimy w życiu w takim momencie, kiedy widzimy tylko nijaką rzeczywistość, marne scenariusze na przyszłość i totalną nicość?
Ile razy widzimy nasze problemy w świetle czegoś nie do rozwiązania? Czegoś na tyle trudnego, że nie zdołamy się z tym uporać?
Ile razy czujemy, że brakuje nam tych skrzydeł, które napędzane pasją i marzeniami pozwolą nam pofrunąć?
Ile razy czujemy się gorsi, niewystarczający, zupełnie dalecy od człowieka sukcesu, zbyt obciążeni niedoskonałościami?
Ile razy nie wierzymy w lepsze jutro, w lepszą przyszłość, w lepsze życie, w lepszych nas?

Miałam tak.
Tkwiłam w życiowym bałaganie, nie widziałam światła w tunelu, nie czułam skrzydeł, nie czułam się wystarczająco dobra i silna, nie wierzyłam w swój lepszy czas. Do tego wszystkiego byłam totalną pesymistką, tak dobrze czytasz, ta Cyśka, która teraz tak namawia do życia na pozytywnych falach, ta Cyśka, która przecież tak chętnie lubi częstować swoich czytelników motywacją i uśmiechem, widziała świat w szarościach.
Szczerze, nie wiem, jak dawałam sobie kiedyś radę, żyć takim sposobem, ale chyba nie ma sensu w to wnikać. Wiem tyle, że nie chciałabym mieć takiego kumpla, jak Marcyśka z przeszłości, straszna zrzęda musiała to być 😛

Wiele czynników wpłynęło na to, że przeszłam sporą zmianę, że wyrwałam się z tego okropnego stanu, że podjęłam się walki.
Dorastanie, poznawanie świata coraz to głębiej, co równało się z obieraniem zupełnie nowych, innych perspektyw, pasja, treningi, Bóg.
Jednak przede wszystkim na to, kim jestem teraz, wpłynęli inni ludzie.
To była i jest wciąż najmocniejsza siła, która na mnie oddziałuje.
Przyjaciele, rodzina, autorzy książek, filmów, blogów, autorytety… wszystkie te osoby w jakimś stopniu ukształtowały mnie na nowo, przekazały mi cenną, życiową naukę, pomogły mi zrozumieć tak wiele rzeczy, a co najważniejsze zachęciły i dodały odwagi do działania.
I tu przychodzi kluczowy moment, który pozwolił na zmiany: Wymienione wyżej czynniki, w końcu zrodziły w moim serduchu chęci, ducha walki i apatyt na fajne życie.

Bo prawda jest taka, że dopóki TY nie zaczniesz działać, nie uwierzysz, że możesz, nie będziesz chcieć, nie będziesz próbować – guzik się zmieni, świat wokół może sobie krzyczeć, ale życia za ciebie nie przeżyje nikt.


Wzięłam sprawy w swoje ręce

Kiedy w końcu to zrozumiałam, machina ruszyła…
Na opisanie tych dwóch bardzo przełomowych lat, wszystkich wyjątkowych ludzi, zdarzeń, decyzji, chwil potrzeba wiele czasu, kartek, długopisów i kubków herbaty 😛
Samo istnienie przerodziło się w życie – takie, które każdego dnia pozwala kolorować jeden fragment szarości z przeszłości (tak, czuję, że rymuję 😛 ).

Dziwnie mi czytać swoje teksty z tamtego czasu, oglądać zdjęcia, słuchać opowieści innych o mnie z kiedyś, czy zwyczajnie udawać się do krainy wspomnień z okresu, niekoniecznie należącego do najłatwiejszych i najprzyjemniejszych.
Biorę ten niefajny kryzys jako lekcje, nieco cięższą niż te z matematyki, której szczerze nie znoszę.
Pozwala mi to teraz rozumieć osoby, które przechodzą gorszy czas, jednocześnie dając im przykład, że można z tego stanu wyjść.

Jestem niezwykle dumna z samej siebie, z progresu, który zrobiłam na różnych płaszczyznach życiowych, z tego, co udało mi się naprawić, zbudować, stworzyć na nowo. Wciąż pamiętam jaką drogę przeszłam, co musiało się wydarzyć i jacy ludzie wciąż, pomimo zmian, czasu i błędów, stoją u mojego boku (podziwiam Was szczerze! I dziękuję).



JESZCZE NADEJDZIE LEPSZY
CZAS

Dlatego proszę was, bądźcie cierpliwi. Pozwólcie, żeby czas zrobił swoje.
To, że jest teraz źle, nie oznacza, że będzie tak zawsze.
Gorszy moment to tylko moment – minie.
Ktoś może powiedzieć, że skoro wszystko się zmienia, że mija, to tak samo jest ze szczęściem. Owszem, nigdy niczego nie mamy raz na zawsze, ale to też w dużej mierze zależy od nas, jak o to szczęście dbamy, czy je pielęgnujemy, czy dorzucamy drewno do ogniska?

Co jest ważne?

Nie czekaj z założonymi rękami, bo to nie o to w tym wszystkim chodzi.
Działaj, krok po kroku wprowadzaj zmiany, każdego dnia dokładaj cegiełkę, metodą prób i błędów ucz się nowych rzeczy, doświadczaj, buduj, twórz, smakuj, szalej, nie stój w miejscu.
Nie pozwól sobie na życiową wegetację.
Zaryzykuj i uwierz, że możesz, że jesteś w stanie. Na swoim przykładzie pokazuję, że faktycznie się da. Trzeba tylko włożyć w to wszystko odpowiednią ilość wysiłku, pracy, energii, zaangażowania, a także wyrzeczeń, które czekają każdego z nas.
To nie są łatwe procesy. 
Ja wiem, że lenistwo i bezpieczne, komfortowe pudełko jest fajne, ale czy takiego życia chcesz?
Wybór należy do ciebie.
Czas i tak upłynie, ważne co z nim zrobimy, jak go wykorzystamy.

Uwierz, że kiedy przyjdzie taki moment jak mój z komentarzem sprzed lat, zrozumiesz sens cierpliwości, wytrwałości w swoim i wiary zarówno w siebie, jak i magię czasu.
On daje przestrzeń do działania, leczy rany, ale musisz mu w tym pomóc.



Nie bój się spróbować

W tamtym komentarzu, z pełnym przekonaniem napisałam, że jestem beznadziejna.
Zdradzę tylko tyle i wiem, że to wystarczy.
Zauważ, jaką siłę ( w tym przypadku mocno negatywną) niosą ze sobą pozornie dwa niewinne słowa.
Pomyśleć, co dwa lata potrafią zrobić z człowiekiem, jeśli je umiejętnie wykorzysta 😀
W tym wszystkim fantastyczne jest to, że wciąż piszę, że ten blog żyje, że mam ludzi, którzy czytają moje teksty ⇒ To moje bogactwo.
Wspominałam wcześniej o odpowiedziach, jakie dostałam na moje słowa.
Jedna z nich brzmiała: „Trzymam za Ciebie kciuki, żebyś nie bała się próbować”
Melduję, że realizacja misji trwa!
Mniej się boję, częściej próbuję i w końcu odważyłam się na więcej… więcej życia w życiu.
Dziękuję.

 

Marcelina Grysztar