in Ludzie

JUTRO MOŻE CIĘ JUŻ NIE BYĆ

at
jutro-moze-cie-juz-nie-byc_31

Pamiętam ten dzień. Takich dni się nie zapomina. To jest jak blizna, którą możesz zakryć korektorem, ale wieczorem robisz demakijaż i wszystko znów jest widoczne.

Czas leczy rany.
Fakt otarcie zniknie, zagoi się, nawet możesz zapomnieć, że kiedykolwiek się pojawiło, jednak nigdy nie zapomnisz całkowicie, to zawsze będzie częścią ciebie.
Przeżywając parę lat temu wypadek, byłam jeszcze dzieckiem, które wtedy nie specjalnie zastanawiało się nad zaistniałą sytuacją. Czułam ból, wtedy jednak był to tylko (i aż) ból fizyczny, byłam poobijana, to normalne.
Całe zdarzenie, szpital, masa ludzi mówiąca, że to szczęście w nieszczęściu.

Wszystko mogło potoczyć się przecież zupełnie inaczej, mogłam skończyć pod tym samochodem, mogłam odnieść o wiele poważniejsze obrażenia, mogło mnie nie być już na tym świecie…

TAKIE CHWILE 

W takich chwilach jak ta, znajomi często przypominają sobie, że istniejesz.  Jak przykre jest to, że dopiero w obliczu nieszczęścia, tragedii człowiek przejmuje się losem drugiego człowieka,  znajomego, członka rodziny, sąsiada. Dlaczego dopiero takie sytuacje są w stanie nami wstrząsnąć, obudzić nas?

Wszystkie wiadomości, które dostałam pełne współczucia z nutką ulgi, że nic poważnego się nie stało. Wtedy było mi bardzo miło, dodawało to otuchy, kiedy leżąc w szpitalu, wpatrywałam się w sufit i modliłam się, żeby stąd jak najszybciej wyjść. Z perspektywy czasu widzę, jak wiele tych słów było cholernie pustych. Mówione, czy pisane dlatego, że „przecież wypada”.
Czułam, kto wypowiadał te słowa z serca i szczerego współczucia, to właśnie te słowa pomogły mi wtedy najbardziej, to Ci ludzie okazali ogromne, prawdziwe serducho.
Sens jest gniewać się na tę pierwszą grupę ludzi?
To przykre, ale nieistotne.

Dzień wypadku pamiętam bardzo dokładnie. Początek wakacji, piękny słoneczny dzień, spotkanie rodzinne, śmiechy, miła atmosfera.
Kto by pomyślał, że ten cudowny dzień zakończy się tak okropnie?
Kto by przypuszczał, że ten wieczór odmieni moje życie już nieodwracalnie…

Stało się.

Niewinny spacer kończy się wypaleniem blizny w głowie już na zawsze.
Wielu ludzi ciekawi, co się wtedy czuje? Jakie człowiek ma wtedy myśli?

Długo szukałam słów, żeby to opisać, ale choćbym nie wiem, jak bardzo się starała, to nie jestem w stanie. Niektórych sytuacji słowa nie są w stanie pojąć, żadne porównanie nie odda tego, co dzieje się wtedy w człowieku i dookoła niego.

Wszystko się zatrzymuje.
Parę sekund trwa wiecznie.
Widzisz ciemność i całe swoje życie przelatujące przed oczami.
To tak jakby ktoś włączył film, na którym widzisz swoją rodzinę, przyjaciół, słyszysz ich śmiech. Chcesz coś zrobić, ale nie możesz się ruszyć. Bezsilność przeplatana bólem.
Otwierasz oczy.
Szok.
Ktoś krzyknął, ale nic nie słyszysz, w twojej głowie panuje wszechogarniająca cisza, która przenika całe ciało.
Zaraz następuje ocknięcie się i zderzenie z rzeczywistością. Zaczyna do ciebie docierać, co się właśnie stało…
Panika, strach, ból, przerażenie.

Ktoś woła twoje imię, słyszysz dźwięk syren, wszystko dzieje się tak szybko.
Jacyś ludzie biegają wokół ciebie chcąc ci pomóc, ale ty się nie zgadzasz, w jednym momencie masz ochotę krzyknąć, żeby zostawili cię w cholerę.
W dupie masz swoje zdrowie. Chcesz wiedzieć, gdzie jest twój but, bo czujesz na nodze tylko jeden. Możesz mieć poważny uraz, twoje życie jest w niebezpieczeństwie, a ty zastanawiasz się, gdzie jest jakiś pieprzony but.
Nie potrafisz tego wytłumaczyć, dlaczego stawiasz rzecz materialną wyżej niż własne życie, po prostu musisz wiedzieć, gdzie jest twój drugi but.
Myśl, że leży gdzieś w rowie nie daje ci spokoju, nie chcesz zostawić niczego swojego w tym miejscu.
W jednej chwili dociera do Ciebie, że pleciesz głupoty i pozwalasz ratownikom działać. Opuszczasz miejsce zdarzenia, odjeżdżasz i zostawiasz je za sobą.
Boże co teraz?!

Jedną z sytuacji, które najbardziej utkwiła mi w pamięci była jazda karetką.
Kto by pomyślał, że w tak krótkim czasie można pokonać aż taki dystans? Rozmowa z ratownikiem pomimo zdarzenia wywołuje na mojej twarzy uśmiech. Niecodzienną sytuacją jest opowiadanie całego swojego życia nieznanej osobie w ciągu pięciu minut 😀
Teraz jak o tym myślę, podziwiam tego człowieka jeszcze bardziej.
Ile ten człowiek musiał nasłuchać się zszokowanych ludzi po wypadkach?
Jak wiele historii zostało mu opowiedzianych w pędzącej karetce, w nieszczególnie przyjemnych okolicznościach?
Ile razy musiał widzieć walkę człowieka o życie?

To jest naprawdę niesamowite.

Bardzo dziękuję wszystkim, od ratowników po lekarzy, rodzinę i przyjaciół, którzy postawili mnie na nogi. Zrobili dla mnie tak wiele, nieważne czy z czystego obowiązku i procedur.
Dzięki nim jestem cała i zdrowa. Dziękuję.

JEST JEDNAK COŚ…

Z czym musiałam poradzić sobie sama. Moja psychika, która przecież też została skrzywdzona.
Wiele pytań, jakie krążyły mi po głowie, na część z nich dotąd nie znalazłam odpowiedzi. Czy takie rzeczy nie dzieją się tylko w filmach?

Czy o takich rzeczach nie powinno się czasem słuchać tylko w wiadomościach?
Dlaczego to przytrafiło się właśnie mi?
Dobry Boże, jaki miałeś w tym cel?
A co z ludźmi, którzy byli sprawcą wypadku?
Co ja do nich czuję?
To złość?
Czy ja im kiedyś wybaczę?

Wiem teraz, że był to nieszczęśliwy wypadek, chociaż miałam też takie myśli, że może mi się należało.
Wiem co sobie teraz pomyślisz – oszalałam. Tak właśnie było, jestem teraz z Tobą szczera, ale mimo wszystko nie mogę podzielić się wszystkim. Część przeżyć jest czymś prywatnym, zbyt intymnym, a zdaję sobie sprawę z tego, że co pójdzie w internet, już tam pozostanie. Mam nadzieję, że rozumiesz, jak dużo kosztuję mnie ten tekst, jednak poczułam potrzebę napisania tego, dlatego to robię.

W POSZUKIWANIU ODPOWIEDZI

Z czasem doszłam do nowych wniosków, dorastając, rozumiałam coraz więcej.
Całe zdarzenie miało sens. Nic nie dzieje się przypadkiem, wszystko jest częścią Bożego planu.
Wypadek wpłynął na życie wielu osób, nie tylko na moje.
Może to wszystko było potrzebne, aby ktoś coś zrozumiał?
Ratownik?
Sprawca?
Ja sama?
A może zwykły przechodzień, który widział wypadek?
Nikt po tamtym dniu nie odszedł taki sam.
Po kilku latach wiele rozjaśniło się w mojej głowie.
Zrozumiałam, jak kruche jest życie, jak wszystko w jednej chwili może się skończyć.
Jednak żyję. Widocznie Bóg dał mi znak, że to jeszcze nie mój czas, że jeszcze mam swoją misję do spełnienia, tu na Ziemi.
Nie byłoby dnia, abym nie dziękowała za to w codziennej modlitwie. Teraz już rozumiesz, dlaczego namawiam ludzi do zdrowego stylu życia, teraz rozumiesz, dlaczego tak bardzo brzydzę się fajkami i wszystkim, co ludzie robią, aby szybciej wprowadzić się do grobu.
Życie mamy tylko jedno!
Szanujmy je!
Nie chcę, żebyś zrozumiał to dopiero wtedy, kiedy wydarzy się coś złego. Taki jest główny cel tego tekstu, chcę Ci coś uświadomić. Nie chcę, żebyś mi współczuł, nie ja pierwsza i nieostatnia. Minęło już wiele czasu.

Nieraz czytamy czy słyszymy o wypadkach samochodowych, ciężkich chorobach, tragediach, katastrofach itp.
Jak wtedy reagujemy? Jakie uczucia się w nas rodzą?

Często żyjemy, jakby nas to nie dotyczyło. Przechodzimy obojętnie obok
ludzi, których dotknęło nieszczęście. Błagam, nie bądźmy tacy zimni, nieczuli, nieludzcy. To okropne.

Kto powiedział, że kiedyś ktoś z nas nie stanie po drugiej stronie?
Kto powiedział, że nam nie może przydarzyć się taka trudna, tragiczna wręcz sytuacja?

Życie jest cholernie nieprzewidywalne, zdążyłam się o tym przekonać już wiele razy na własnej skórze.
Nikomu nie życzę tego, co spotkało mnie, aczkolwiek nie chcę się teraz nad sobą użalać.
To już przeszłość.
Patrzę na to, jak na cenną życiową lekcję. Może nie do końca dla mnie zrozumiałą.
W sercu czuję, że ma głębszy sens. Wiem to.
Po cichu wierzę, że Ty po przeczytaniu tego tekstu też wyciągniesz jakąś lekcję dla siebie, może coś zrozumiesz, może coś się w Tobie poruszy, może coś się zmieni…

WYBACZAM

Domyślam się, że chcesz dostać odpowiedź na pytanie: Czy wybaczyłam?

Tak. Musiało upłynąć trochę czasu, musiałam do tego dojrzeć. Przebaczenie było jednym z trudniejszych kroków, jakie musiałam podjąć, chcąc zamknąć tamtą sprawę do końca.
Wiedziałam, że tamtych ludzi też mocno (może nawet mocniej) dotknęła ta sytuacja. Nie miałabym serca dobijać ich moimi wyrzutami, żalem…
Fakt, spotykając ich na ulicy, zawsze czuję ukłucie w środku i wszystko do mnie wraca, ale po chwili mija, a życie płynie dalej.

Pięknie o przebaczeniu mówiła Matka Teresa z Kalkuty:

„Weźcie więc tę łagodność i pokorę, łagodność czy miłość, czy
współczucie, czy jak inaczej to nazwiecie – one dopełniają to
przebaczenie, ponieważ zanim komuś wybaczymy musimy sobie uświadomić, że
my też potrzebujemy przebaczenia i to tu wchodzi w grę pokora serca.
Wówczas przebaczenie jest największym uosobieniem pokoju…

Bez przebaczenia nie mogłabym żyć w spokoju.
Oczekując przebaczenia od innych, sami musimy nauczyć się wybaczać.
To trudne, wiem, ale nie niemożliwe.
Jeśli jesteś teraz w takiej sytuacji, w której nie potrafisz przebaczyć… daj sobie czas, uwierz mi, jeszcze znajdziesz tę siłę.

SZANUJ!

Szanuj swoje życie i zdrowie.
Narzekasz, a nie myślisz o tym, że wiele osób zazdrości Ci zdrowych nóg, stabilnej sytuacji finansowej, kochającej rodziny.

Rzuć palenie (jeśli popełniasz ten błąd), odjedź od ekranu, żeby chwilę się poruszać, zrób coś dobrego dla innych, zupełnie bezinteresownie. Każdy, nawet mały, życzliwy gest ma znaczenie.

Doceniaj!

W każdej chwili wszystko może się zawalić. Nic nie jest nam dane na zawsze.
Nie znamy dnia ani godziny…
Dlatego każdego dnia pamiętaj, aby na chwilę zatrzymać się, aby duchu powiedzieć słowo: Dziękuję.
Dziękuj jak najczęściej, za każde małe dobro, jakie spotkasz w swoim życiu.
Wiesz, jakie to bogactwo spać w ciepłym, wygodnym łóżku? Jeść pyszne, domowe obiadki? Mieć wiernych przyjaciół i kochającą rodzinę?
To Bóg obdarował Cię tym wszystkim, bądź mu wdzięczny zawsze i wszędzie.

Przebaczaj!

Nie zaznasz inaczej prawdziwego spokoju ducha. Nieważne jak trudne to jest dla Ciebie w tym momencie – wybacz bliźniemu.
Wybaczyć to kochać i żyć radośnie, mimo świadomości, że istnieją ludzie, którzy nie kochają, lecz krzywdzą.
Niech pomocą dla Ciebie będzie ten tekst, który w mądry sposób rozwija temat przebaczania – KLIK

Żyj TU i TERAZ!

Korzystaj z każdego kolejnego dnia. Może zabrzmi to banalnie, ale musisz cieszyć się chwilą i tym, co masz tu i teraz.
Nie goń na oślep, nie idź przez życie z jedyną chęcią posiadania coraz więcej i więcej, zwłaszcza rzeczy materialnych.
To Cię zgubi. Wpadniesz w błędne koło pustego szczęścia. Zaślepiony tym wszystkim nie zorientujesz się, kiedy życie i jego najpiękniejsze chwile uciekną Ci sprzed nosa.
Popatrz w niebo, weź głęboki oddech i otwórz oczy na piękno, na które tak często nie zwracasz uwagi.
Uśmiech przyjaciela, wschodzące słońce, kwitnący kwiat w ogrodzie, czy sukces innego człowieka.

Pamiętaj, że istnieć to nie znaczy żyć.
Obudź się, bo…

Jutro może Cię już nie być.

GDZIE ZAJRZEĆ?
Oczami nastolatki – KLIK
Snapchat —> xmarcyniax

 Marcelina

 

Marcelina Grysztar